Niezabliźnione rany i garść dystansu [Recenzja książki]

21/11/2018

Katarzyna Nosowska

“A ja żem jej powiedziała”

Wybitna polska wokalistka, znana przede wszystkim jako liderka zespołu Hey, od miesięcy podbija serca użytkowników Instagrama krótkimi wideofelietonami. Śmieszna, zdeformowana gęba, za którą chowa się Kasia Nosowska, prosto i szczerze mówi o meandrach show-biznesu, celebrytach i współczesnym snobizmie. O olbrzymim wpływie mediów społecznościowych na nasze życie, swojej nadwadze i seksie tantrycznym. To właśnie popularność tych filmików, opatrzonych tagiem „A ja żem jej powiedziała”, przyczyniła się do powstania książki o tym samym tytule.

„Przez ostatnie cztery lata kłopoty dotykały mnie seriami. Epizody względnego spokoju były tak krótkie, że nie warto o nich wspominać. Los wspinał się na wyżyny kreatywności, by umożliwić mi testowanie wytrzymałości w praktyce. Dziś, kiedy kurz opadł, jestem silniejsza niż kiedykolwiek, a życie smakuje jak nigdy” – pisze Nosowska we wstępie.

Zbiór „wyrzutów myśli” autorki „Teksańskiego” traktuje o tym, jak za pomocą akceptacji i wdzięczności, a także garści dystansu i humoru, dojść do szeroko pojętej zgody ze samym sobą. „A ja żem jej powiedziała” jest autoportretem wokalistki Hey, która przez lata mierzyła się z własnymi demonami. Niska samoocena, chorobliwa zazdrość, lęk, przesadny perfekcjonizm – by nazwać tylko niektóre z nich. Wśród trawiących Nosowską boleści znajdzie się więc wiele takich, z którymi możemy utożsamiać się my same.

Soczysty język, naszpikowany trafnymi spostrzeżeniami na temat spraw duchowych, damsko-męskich czy quasi-politycznych, sprawia, że zbiór czyta się jednym tchem. Nosowska – stroniąca od opowiadania o życiu osobistym w wywiadach – tutaj dzieli się bolesnymi wspomnieniami z dzieciństwa i nieudanych związków. Sporo miejsca zajmuje także rejestr zmagań z chorobą alkoholową partnera. Nie ma w tym jednak żalu i oskarżeń, a olbrzymie zrozumienie dla ludzkich niedoskonałości. Z perspektywy dojrzałej kobiety mówi o konsekwencjach tłumienia swojego głosu wewnętrznego, konieczności polerowania intuicji złotą łyżeczką i potyczkach z wewnętrznym krytykiem. Z lekkością i ironią pisze o ranach, często niezabliźnionych, które zdeterminowały jej życie i pogląd na samą siebie. „Dziś wiem, że nie mogę nikogo zmienić, nawet najbliższych, mogę jedynie zmienić swoją reakcję” – podkreśla.

„A ja żem jej powiedziała” mówi o tym, jak się z samym sobie zaprzyjaźnić i czasem odpuścić. Jeśli jest Wam czasem ciężko, zaufajcie Kaśce. Sens zdarzeń objawia się z opóźnieniem. Trzeba tylko poczekać. Bądźcie dzielni i miejcie się świetnie!

_____________________________

Recenzja ukazała się także na łamach “Tygodnia Polskiego”.

Leave a Reply:

Your email address will not be published. Required fields are marked *