Moc rozszerzania percepcji świata [Recenzja książki]

07/04/2018

Wiersze Miłobędzkiej, odkreślane przez nią skromnym słowem „zapisy”, to czasem tylko jedna lub kilka linijek, które umożliwiają zaskakująco szerokie perspektywy interpretacyjne. Esencją nominowanego do Nagrody Nike zbioru utworów “Po krzyku” są starannie dobrane słowa, wyłuskane z form obciążających odczyt znaczeń.

Oszczędność ta ujawnia nieufność poetki wobec języka – Miłobędzka dąży do ukazania czegoś efemerycznie pozasłownego, jak sama mówi: „Granice języka nie są granicami mojego świata, jest mnóstwo rzeczy, których nie potrafię powiedzieć”. Trudno wiersze poetki wpisać w kontekst jakiejś grupy czy generacji poetyckiej. Miłobędzka od zawsze realizowała swój bardzo osobny i oryginalny projekt literacki, w którym – jakby zgodnie z awangardową zasadą – dążyła do pozbycia się zużytych przez literaturę środków poetyckich.

„Po krzyku” to wiersze urwane, niedopisane, na granicy życia i nieżycia, pisania i niepisania. Nagie, rygorystycznie surowe utwory są próbą uchwycenia mgnień. W ten sposób jesteśmy bliżej twórczości niż kiedykolwiek, bowiem stykamy się z nią już na etapie niepewnej myśli, przed zapisem, przed drukiem. Ukradkiem przypatrujemy się powstającym dopiero tekstom, przyłapując poniekąd poetkę w trakcie tworzenia, w momencie niedokończonej pracy. Miłobędzka swoją poezją manifestuje sprzeciw nadmiernej gadatliwości, która jest bolączką naszych czasów.

Forma utworów w „Po krzyku” jest szczątkowa, wiersze zaś radykalnie ascetyczne, lapidarne, powściągliwe. Ze względu na brak tytułów, utwory wydają się niedokończone, jakby wyrwane z większej całości. Sama 84-letnia poetka wyznaje: „Po pierwsze, a może i po dziesiąte, stary człowiek w jakimś momencie przestaje chcieć mówić i gadać. Po drugie, dwukrotne użycie tego samego słowa to dla mnie poważne zmartwienie”.

Nasycenie tekstów Miłobędzkiej osiągnięte jest poprzez równoczesne pisanie i przeżywanie. Pisarka utożsamia ze sobą dwa porządki: zabawę słowem, kolekcjonowanie go i unieśmiertelnianie w przestrzeni papieru, przenosząc na nią zarazem doskwierające rozdarcia. Autorka nadaje poezji moc rozszerzania percepcji świata, dąży do takiego użycia języka, które pozwoli odnowić widzenie rzeczywistości, bo rzeczywistość widziana przez zrutynizowane słowo jest statyczna, a co za tym idzie, nudna.

Poezja Miłobędzkiej to poezja zdolna do cierpliwej obserwacji bycia. Poczucie przemijalności wysuwa się tutaj na pierwszy plan. „Po krzyku” spowite jest pewną pesymistyczną aurą. Światło życia traci smak. W tym kontekście tytuł zbioru podkreśla schyłkowość nastrojów – już po krzyku, już się nażyłam, zrobiłam co było do zrobienia i po krzyku. Koniec. Lapidarna wymowa jest więc nie tylko opowiadaniem się za minimalizmem językowym, ale także oznaką upływającego czasu i postępującego zmęczenia.