Middlesex

13/03/2019

Rodzimy się naznaczeni płcią biologiczną, by zaraz potem wpaść w sidła kolejnej – kulturowej. To, co składa się na naszą fizjologię, zachowanie, myślenie, często opatrzone jest tym jednym słowem i determinuje całe nasze życie. Czasem jednak, na skutek specyficznej puli genów, dochodzi do recesywnej mutacji chromosomów i rodzi się dziecko inne, wyjątkowe. Hermaphróditos.

O tym pokrótce traktuje „Middlesex”, wybitna powieść Jeffrey’ego Eugenidesa. Powieść wyróżniona Nagrodą Pulitzera, która ustawiła go w szeregu najznakomitszych amerykańskich pisarzy XXI wieku.

Mała, grecka wioska na terenie Turcji, płonąca Smyrna, Detroit w Stanach Zjednoczonych w czasach prohibicji, to samo miasto w 1967 roku, Detroit i San Francisco dziś.

Osiem dekad, kilka pokoleń greckich imigrantów w Stanach Zjednoczonych i on(a) – Calliope/Cal Stephanides, który przeprowadza nas przez dzieje swojej rodziny, wytyczone przez nietypowy kod genetyczny.

Kwestie transgenderyzmu są osią wokół której rezonują inne, nie mniej jednak wyjątkowe, wątki. Eugenides – sam potomek imigrantów – porusza problem tożsamości narodowej, rozterki i tęsknoty dalekich przybyszy. W realiach Ameryki pierwszej połowy XX wieku, członkowie rodziny Stephanides próbują przystosować się do nowej sytuacji i nieznanej im dotąd mieszanki kulturowej. Inne problemy będą mieć ich dzieci, jeszcze inne wnuki, które choć urodzone na tej ziemi, to wciąż z piętnem wyobcowania.

Wiele lat temu, jeszcze w Azji Mniejszej, uciekający przed wojną dziadkowie głównego bohatera naruszyli odwieczne prawo natury. Konsekwencje za to przyjdzie ponieść właśnie Calowi, który wychowywany jest jako Calliope i dopiero jako nastolatek odkryje ciążące na nim brzemię.

Znany wcześniej z bestsellerowych „Przekleństw niewinności” amerykański autor kazał czekać 10 lat na swoją następną powieść. Ci, którzy sięgną po „Middlesex” szybko zrozumieją dlaczego – ta wielowątkowa, napisana z rozmachem historia, zachwyca przepięknym językiem i nieśpiesznym tempem.

Nawiązania do mitologii greckiej, naszpikowanie metaforami i symbolami, czynią z niej przepiękną baśń od której trudno się oderwać. Nie Masłowska czy Żulczyk, ale Eugenides i „Middlesex” to książka i język, które powinny być wzorem dla piszących.

Leave a Reply:

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *