“Bogowie” trafiają w serce [Recenzja filmu]

02/05/2018

Nagrodzona Złotymi Lwami w Gdyni filmowa biografia profesora Zbigniewa Religi „Bogowie”, nie jest zwykłą jednowymiarową historią streszczającą jego osiągnięcia, jak ma to miejsce w przypadku wielu filmów biograficznych. Reżyser filmu, Łukasz Palkowski, na podstawie 3-letniego wycinka z życia wybitnego kardiochirurga, ukazuje realia komunistycznej Polski, jej absurdy, układy, ograniczenia, które najlepiej można podsumować pojawiającym się w filmie zdaniem: „Polak Polakowi nawet klęski zazdrości”.

Polska, Lata 80. Powracający ze Stanów Zjednoczonych Religa opętany jest wizją wdrożenia zupełnie nowatorskiego programu transplantacji serca. Odnajdywanie się w skostniałym środowisku medycznym, jak i w ówczesnej Polsce w ogóle, przychodzi lekarzowi z trudem. Za namową kolegi (Z. Zamachowski) postanawia on zacząć od zera i przeprowadza się do Zabrza, by tam stworzyć klinikę kardiochirurgiczną.

Wyobrażenie Religi na medycynę hamowane jest nie tylko przez konserwatywnych kolegów po fachu, ale partyjno-esbecki system, wymagający od młodego kardiochirurga przebijania się przez hierarchie i koterie. Lekarz musi zmierzyć się także ze zmianą nastawienia swoich rodaków do narządu, które przez wieki było zmitologizowane. „Serce w Polsce to relikwia” – ostrzega Religę jego ówczesny przełożony, prof. Sitkowski (J. Englert). Jak więc niewierzący w Boga chirurg, dla którego serce jest jedynie mięśniem pompującym krew, powinien rozmawiać z osobami, które wierzą, że jest ono istotą człowieka, siedliskiem jego duszy?

Cały film wykonany jest z chirurgiczną niemalże precyzją – w stworzonym przez Krzysztofa Raka scenariuszu brak jałowych, nic nie wnoszących konwersacji; dialogi schodzą na drugi plan, postaci poznajemy po ich czynach, nie słowach. Ta językowa powściągliwość nadaje „Bogom” surowy charakter, a narracja nastawiona jest na nieustanne „dzianie się”.

Reżyser nie wpada w pułapki, jakie nastręcza zmaganie się z filmem biograficznym. Nie brnie w zbędną faktografię, nie stara się w dwugodzinnym filmie skondensować całego życia Religi, lecz wybiera jego określony odcinek, który jawi mu się jako najbardziej interesujący.

Kreując tak charakterystyczną postać jak prof. Religa – wraz z jego przygarbieniem, sposobem poruszania się, mimiką twarzy i nieodłącznym papierosem – łatwo posunąć się za daleko i osiągnąć wymiar parodystyczny. Kot wybrnął z tej sytuacji znakomicie, tworząc bohatera „mięsistego”, niejednoznacznego, wzbudzającego w odbiorcy skrajne uczucia. Jedni postrzegają go jako żądnego sławy wyrachowanego aroganta, który traktuje ludzi jak zlepek tkanek, na których można eksperymentować, żeby potwierdzać własne teorie. Inni zaś doszukują się w kardiochirurgu boskiego pierwiastka, dzięki któremu przywróci ich do życia, zmieniając tym samym oblicze medycyny.

Paradoksalnie, ten rzucający wyzwanie Bogu lekarz sam nieustannie walczy z własnymi demonami. Tytuł filmu zdaje się więc być prowokacją, bo jak zapijający stres i porażki, awanturujący się egocentryk może pretendować do miana stwórcy?

Okazuje się jednak, że może, bo, koniec końców, ten balansujący na granicy sacrum i profanum chirurg jest bohaterem, jakiego potrzebujemy. Nie tylko my, Polacy, ale – jak pokazuje ilość amerykańskich filmów opowiadająca o brawurowych protagonistach – my, jako cały rodzaj ludzki.

Religa jest przy tym kimś, kim po części sami chcielibyśmy być. Robi rzeczy, na które nam brakuje odwagi. Poświęca życie rodzinne dla swojej pasji, która równocześnie sprawia satysfakcję, jak i działa destrukcyjnie. Jest kimś inspirującym, także dla swoich współpracowników, roznieca tlący się w ludziach potencjał.

Oglądaniu filmu nieustannie towarzyszy pytanie, na jakie w zasadzie nie otrzymujemy odpowiedzi: czy główny bohater to człowiek, który chce pomagać ludziom, czy jego priorytetem jest chęć zapisania się na zawsze w dziejach medycyny, zainteresowanie mediów, sukces na pograniczu ludzkich możliwości?

Po trosze taki „amerykański bohater”, to prawda, ale przy tym Palkowski odciął się od melodramatycznych scen, w jakie obfituje kino za oceanem. Zwłaszcza upodobanie do ckliwych zakończeń, które podziela znaczne grono amerykańskich reżyserów, u polskiego twórcy zostało zredukowane. Pomógł w tym bez wątpienia scenariusz Krzysztofa Raka: idealnie wyważony, w którym przeplatają się elementy komiczne ze wzruszającymi.

Nie tylko Tomasz Kot, jako główny bohater, stanął na wysokości zadania. Na uwagę zasługują także grający uczniów Religi, Piotr Głowacki i Szymon Warszawski, a zwłaszcza wybitne postaci polskiego kina, które wcielają się w role drugoplanowe, m.in. Kinga Preis, Zbigniew Zamachowski czy Marek Siudym.

Zmierzenie się z historią o człowieku, który już za swojego życia był stawiany na piedestale, jest bez wątpienia zadaniem trudnym, lecz, jak udowodnił Palkowski, wykonalnym.